
- Haha Pepe przestań. Policzki mnie już bolą ze śmiechu.
Niewątpliwie z sekundy na sekundy byłam pod coraz większym urokiem drugiego bramkarza Hiszpanii. Ciekawe historie dotyczące reprezentacji były niezwykle interesujące i zabawne. Nagle, wcześniej przepchawszy się przez idących z przodu Cesc’a i Gerarda stanął przed nami lekko zaniepokojony Ramos kierując do mnie podejrzanie brzmiące słowa.
- Torres chyba ma kłopoty.
- Jakie znowu kłopoty ma blondas?
Pepe wyręczył mnie w zadaniu tego oczywistego pytania. Sergio nie marnował jednak czasu na odpowiedzi tylko wziął mnie za rękę i pociągnął za sobą.
- Ej pali się czy co…
I tym razem nie raczył się odezwać. Może faktycznie stało się coś poważnego. Gdy weszliśmy do hotelu, Ramos nie zwalniając ani nie obracając się za siebie poprowadził mnie do holu, gdzie czekał na mnie Torres w towarzystwie jakże mi dobrze znanych 2 osobników.
- A Wy co tu robicie?
- Przyjechaliśmy na mecz.
Felix uśmiechnął się głupio, a Vicky tylko zmroziła go swoim spojrzeniem, po czym zwróciła się do mnie jak gdyby nigdy nic.
- Nie cieszysz się?
- Chodźmy do pokoju. A Ty Felix lepiej nie pokazuj mi się na oczy przez najbliższe parę godzin.
- Torres przyjdź do Nas za kwadrans.
Ten tylko kiwnął głową. Boże ile bym dała żeby mieć choć w połowie taki posłuch u facetów jak Vicky.
- Eeee Fernando co to za laska?
- Przyjaciółka Lena.
- Yhym. Wyglądała na taką co za bardzo za Tobą nie przepada.
- To tylko tak źle wygląda…
- A ten przy barze?
- Felix, Lena u niego mieszka.
- Jej
- Przyjaciel rodziny, ma żonę i dziecko.
- Aha. To może mu potowarzyszymy?
- Zajmij go, ja idę na przesłuchanie.
- Jak coś to uciekaj i krzycz. Hehehe
- Dzięki za wskazówkę.
- Vicky oszalałaś?!
- Nie rozumiem o co Ci chodzi. Przyjechałam uratować Cię z łapsk Torres’a.
- A czy ja powiedziałam, że chce być ratowana?
- Zaraz zaraz. Ja chyba czegoś tutaj nie rozumiem.
- Wszystko jest w porządku, a piegus rączki ma przy sobie. Nawet spał w innym pokoju.
- Ma szczęście.
- Jak mogłaś ściągnąć tu Felixa?!
- Uparł się. Chyba się na serio martwi. W końcu jesteś pod jego opieką.
- Cieszę się, że przyjechałaś… ale następnym razem bez scen.
- Następnym razem wspólnie zaplanujemy wyjazd.
- Heh pewnie.
- No no Ramos niezła dupa na żywo. ;D
- Nie da się ukryć.
- Oh… czyżbym zauważyła rumieniec?
- Wredota.
- Co, pewnie się posikałaś jak Cię prowadził za rękę He?
- Bardzo śmieszne. Chociaż nie powiem, było miło.
Puk. Puk.
- To pewnie Torres, słucha się Ciebie jak dzieciak.
- Widocznie ma coś na sumieniu…
- Nie przeszkadzam?
- Czekałyśmy na Ciebie, wyjaśniłyśmy sobie to i owo z Leną.
- To dobrze. Zostajecie prawda?
- Jasne. Vicky i Felix będą też na meczu.
- Załatwiłbym dobre miejsca…
- Obędzie się. Nie wiem jak Wy, ale ja bym się czegoś napiła. Idziesz Lena?
- Pewnie.
Gdy mijałam el Nino, ten złapał mnie za rękę w przegubie.
- Poczekaj.
Vicky spojrzała na mnie pytająco.
- Zaraz przyjdę.
- Jak chcesz.
Gdy tylko drzwi się zamknęły Torres odetchnął z ulgą.
- Myślałem, że będzie gorzej.
- Niby dlaczego? Była lekko zaniepokojona, ale wyjaśniłam jej, że między Nami nic nie zaszło ani nie zajdzie, więc wszystko wróciło do normy.
- Skoro tak…
- Coś ominęłam?
- Nie… tylko
- Przestań. Przestań mi mieszać.
- Chce mieć tylko pewność, że między Nami
- Brat – siostra, pamiętasz?
- Wydawało mi się
- Źle Ci się wydawało. Idziesz do baru?
- Podziękuje.
- W takim razie do jutra. Bo jakbyś zapomniał śpimy w osobnych pokojach.
Gdy Victoria po raz enty nacisnęła guzik od windy usłyszała głos tuż za sobą.
- Chyba się zacięła. Radziłbym pójść schodami.
Nawet się nie odwracając ponownie nacisnęła guzik. Tajemniczy mężczyzna myśląc, że dziewczyna go nie zrozumiała spróbował raz jeszcze, ale tym razem po angielsku, gdy tylko zaczął szatynka mu przerwała.
- Znam hiszpański.
- Więc czemu
Lecz i tym razem nie było dane mu skończyć, bo drzwi od windy nagle się rozsunęły. Nieznajoma pewnie weszła do środka, a następnie zgrabnie odwróciła się przodem do niego poprawiając jednocześnie swojego długie czarne włosy. Nie pytając nawet czy wsiądzie przyśpieszyła guzikiem zamknięcie się windy i zaszczyciła go jednym przenikliwym spojrzeniem.
Dla niego był to niemalże ideał kobiety…
W restauracji przy jednym ze stolików, na krwiście czerwonych fotelach siedział Felix… i to razem z Ramos’em. Kłopoty? I gdzie do cholery podziewa się Vicky?! Oj trzeba będzie jak najszybciej interweniować. Poprawiłam sukienkę i ruszyłam w ich stronę.
- Wynajęliście sobie jakieś pokoje?
- Ja tak, a Vicky ponoć ma spać z Tobą. A właśnie gdzie Ona jest?
- Wyszła przede mną, więc mogłabym Cię spytać o to samo.
Ramos przyglądał mi się cały czas, a gdy nerwowo zaczesałam włosy za ucho ten uśmiechnął się delikatnie i zjechał mnie z góry na dół. Bardzo powoli i bardzo dokładnie, jakby chłonął każdy centymetr mojego ciała starając się go zapamiętać. Felixowi oczywiście to nie umknęło i tylko uśmiechnął się do mnie szyderczo, a sekundę później odstawił swojego drinka.
- To ja jej poszukam, miło było poznać.
- Mnie również.
- Aha tylko odstaw ją do pokoju. Oczywiście nie do swojego.
Sergio skomentował to jedynie uśmieszkiem, a ja miną coś a la „Znikaj jeśli nie chcesz zginąć marnie”. Zajęłam jego miejsce, sadowiąc się na przeciwko Ramosa. Gdy zakładałam nogę na nogę nie chcący zahaczyłam butem o jego łydkę na tyle niefortunnie i mocno, że moja czarna szpilka spadła na ziemię. Już chciałam się po nią schylić, gdy Sergio złapał mnie za dłoń.
- Pozwól, że Ci pomogę.
Oczywiście nie byłam w stanie wydusić z siebie ani słowa, ale On wcale nie czekał na pozwolenie. Podniósł i delikatnie nałożył mi buta, drugą ręką trzymał mnie za łydkę, a gdy wszystko było na swoim miejscu, powoli przesunął swoją dłoń kończąc na kolanie.
Zamurowało mnie ponownie. Wyprostował się, ale rękę już pozostawił na mojej nodze. Nie wiedziałam czy mnie sprawdza czy też wie już, że nie jestem z Torresem i korzysta z okazji.
- Miły ten Felix.
- Potrafi być uroczy… Czy Ty się przypadkiem nie zapomniałeś?
W życiu bym nie pomyślała, że wyksztuszę takie słowa do TAKIEGO faceta czytaj ideału, ale gdy jego rączka zaczęła błądzić już za kolano uznałam, że to trochę za wiele jak na nowo poznanego faceta. Dobra może trochę przesadzam, ale gdyby jednak nie wiedział, że nie jestem z Torres’em… wolę sobie nawet nie wyobrażać jaką bym miała tutaj opinię.
- Ja?
- A to ja się macam po udzie?
- Używasz na to nieodpowiednich słów.
- Doprawdy?
- Ja się tylko delektuje.
Już miałam mu coś powiedzieć, ale uciszył mnie przykładając palec do swoich ust.
- Spokojnie. Nie denerwuj się. Przecież nie robimy nic złego.
- Po prostu się dziwie… wiesz taki wysoki blondyn z piegami, słyszałam, że to Twój przyjaciel.
- Wszystko się zgadza. A ja słyszałem, że to Twój kolega. Tylko kolega.
- Jeśli nawet to co?
- Postawić Ci drinka?
- A co? Chcesz mnie zmiękczyć?
- Nie wydaje mi się żebym musiał.
Ta jego pewność siebie była tak irytująca, ale jednocześnie działała na mnie jak magnez. Kogo ja będę oszukiwać. Nie musiałby wlewać we mnie nawet kropelki. Atmosfera nieco się zagęściła a mi zrobiło się za gorąco.
- Wiesz co, ja się przejdę. Poszukam Vicky…
- Nie odpowiada Ci moje towarzystwo?
- Nie mogę zaniedbywać przyjaciółki.
Wstałam z fotela, a On zrobił to samo, przytrzymując mnie przy sobie.
- Daj się odprowadzić.
- Felix Ci coś nagadał?!
- Słucham? Niby co?
- Nic już. Jest miło i nie psujmy tego, ok.?
- Fajna z Ciebie dziewczyna. Torres ma szczęście.
- Dziękuje.
- Ale na jego miejscu już bym się wziął do roboty.
- Tak? A konkretnie?
Wtedy przysunął mnie do siebie jeszcze bardziej, tak, że całym ciałem przylegałam do jego czując przy tym każdy mięsień, a potem nachylił się i szepnął mi do ucha, lekko muskając je wargami.
- Konkretnie, to bym Ci pokazał, ale nie tutaj.
Poczułam ciarki na swoim ciele, On także je zauważył i nie omieszkał tego skomentować.
- To chyba nie z zimna? A jeśli nawet, to coś na to poradzimy.
Torres wyszedł z pod prysznica i od razu sięgnął po telefon, który mu zawibrował na umywalce.
Od Pique: Ramos to Ci chyba rwie Twoją laskę przy barze. ;);P Piszę tak na wypadek gdybyś nie wiedział. ;)
Długo nie czekając napisał krótka, ale za to jakże konkretną wiadomość do przyjaciela…
Usiadłam na ławce tuż obok Sary, która śledziła wszystkie poczynania swojego chłopaka z wielkim uśmiechem na twarzy. A więc to jest miłość… poczułam dziwne ukłucie w środku. Kiedy ja ostatnio pozwoliłam sobie na takie szczęście? Odkąd zranił i zostawił mnie ostatni chłopak minęło tak wiele czasu, a blokada w sercu nie topniała z dnia na dzień, wręcz przeciwnie… serce zrobiło się odporne i nieprzystępne.
- Jest cudowny prawda?
- Nie da się ukryć. W końcu to niezaprzeczalny numer jeden wśród bramkarzy.
Sara słysząc to uśmiechnęła się z dumą.
- Co jest z Tobą i El Nino? Nie chce być wścibska, ale oboje posmutnieliście jakoś… Stało się coś?
- A tak jakoś…
- Iker mi powiedział.
- O czym?
- Że nie jesteście razem.
- Ah… chociaż Wy wiecie jak jest naprawdę.
- Spróbuj go zrozumieć.
- Staram się, ale On wcale mi tego nie ułatwia. Ciężko go rozgryźć…
- Oni są prości jak drut, a przy tym okropnie dziecinni.
- I nie wiedzą czego chcą?
- Oni dokładnie to wiedzą. W tym przypadku są od nas mądrzejsi.
- W takim razie Torres jest jakimś wyjątkiem.
- Daj mu chwilę na poukładanie sobie tego wszystkiego. On różni się od niektórych tylko tym, że myśli o konsekwencjach. Uwaga!
Gdyby nie czujne oko Sary dostałabym piłką po głowie.
- Hehe chyba wyczuł, że go obgadujemy.
- Pewnie tak.
- PRZEPRASZAM!!
- A tak swoją drogą to czujna jesteś.
- Mam faceta bramkarza. Wpoił mi to i owo. ;D Dobra chodźmy po coś do picia, bo chłopaki zaraz kończą.
- To są chyba jakieś żarty!
- Co się stało? Nie ten hotel?
- Owszem, ten! Dasz wiarę, że nie można się tu zameldować mimo iż mają w ch*j wolnych miejsc?!
- Bo?
- Bo chcą stworzyć idealne warunki dla reprezentacji!! Pff
- Vicky uspokój się. Znajdziemy inny hotel…
- Nie mamy wyjścia, ale ja bez Leny się stąd nie ruszam!
- Widziałem jakąś kawiarnie naprzeciwko. Nie ma sensu stać w holu, z którego mogą nas zaraz wyprosić.
Ramos znał go za długo. Wiedział, że coś tu nie gra. Coś jest nie tak z tą dziewczyną. Torres miał problem i nie wiadomo po co i dlaczego tłumił to w sobie. Ale On – Sergio Ramos, jego wierny kompan pomoże mu mimo wszystko.
- Masz bilety na jutrzejszy mecz?
- Nie, a po co?
- Skoro już tu jesteśmy, a Lena i tak na nim będzie to może i my skorzystalibyśmy z okazji.
- Ponoć Ty się w ogóle na piłce nie znasz.
- Kto Ci takich głupot naopowiadał?
- Lena to raz, a dwa to Twoja żona to potwierdziła.
- Nie ma Cię o kim gadać? Chociaż w sumie, nie dziwie się Wam. Hehe. A wracając do piłki, to kiedyś grywałem.
- Ja z chęcią pójdę, chyba, że wcześniej złapią mnie gliny za pobicie blondasa albo nie, lepiej utnę mu to i owo to się może uspokoi.
- Dobrze, że jesteśmy na tym samym froncie. Przerażasz mnie.
- Zawiódł moje zaufanie, to wszystko.
- Vicky, a Ty czemu nie masz faceta?
Victoria prawie się zachłysnęła kawą, którą właśnie piła.
- A co to? Zebrało Ci się na jakieś intymne rozmowy?
- Tak z ciekawości pytam, bo niczego sobie z Ciebie laska.
- Dziękuję za ten tak jakże wyszukany komplement.
- Nie odpowiesz?
- Nie.
- Pewnie boisz się zobowiązań, ale
- Rozmowę na ten temat uważam za zakończoną. A teraz zbieraj się, wracają z treningu.
- Nic nie zamówiłaś?
- Zapomniałam torebki z pokoju…
- W czym problem, chodź postawie Ci drinka.
- Nie trzeba. Jutro grasz mecz. Powinieneś odpoczywać.
- Sobie wezmę soczek, a towarzyszenie pięknej damie jakoś nie wydaje mi się męczącym zajęciem… chociaż czasem… Hehehe
- Jesteś bardzo miły, ale
- A poza tym chętnie poznam dziewczynę mojego przyjaciela. Skoro sam nic mi o Tobie nie powiedział muszę zająć się tym osobiście.
Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć Ramos postawił mi drinka. Szybki był, ciekawe czy we wszystkim jest taki… o czym Ty kobieto myślisz. Ah to Hiszpańskie, upalne powietrze…
- Ponoć wszystkie kobiety kochają Malibu…
- Trafiłeś.
- To jak, opowiesz mi coś o sobie?
- A co chciałbyś wiedzieć?
- Wszystko!
- Oj to dużo. Postaram się jakoś streścić. Jestem z Anglii, tzn. jestem pół Szkotką pół Angielką. Mieszkam teraz w Liverpoolu gdzie będę studiować, właściwie to zaczynam za tydzień. Mam 19 lat
- Ile?
- 19… a co?
- Jesteś bardzo młoda… nie to, że wyglądasz staro, ale…
- Dla Ciebie też to jest problem?
- Co? Dlaczego? Tylko się zdziwiłem, że
- Nie kończ. Może jednak pójdę już do pokoju… Dziękuje za drinka.
- Ale poczekaj, powiedziałem coś nie tak?
- Nie… przepraszam, ale powinnam już iść. Torres pewnie się martwi.
- Cześć.
- Ooo Cescy! Znasz już Lene?
- Pewnie. A Ty nie masz co robić tylko zamęczasz dziewczynę?
- Pff skąd wiesz, że zamęczam? Dobrze się bawisz Lenko?
Tak… trupem Ci tu zaraz padnę! Dwóch najcudowniejszych Hiszpanów stoi koło mnie, mówią do mnie zdrobniale, a ja czuje się jakbym dostała paraliżu na całym ciele.
- Jasne. Chociaż przyznam, że bywało lepiej…
Widząc minę Ramos’a dodałam szybko.
- Ej, żartowałam Hehehe
- To co mogę się dołączyć?
- A co? Pique Ci już nie wystarcza?
- A Tobie Iker?
- Wiecie co chłopaki, Wy może sobie pogadajcie, a ja się przejdę.
- Potowarzyszę Ci!
- Potowarzyszę Ci!
- Byłem pierwszy Ramos.
- Nie prawda! Lena z kim wolisz się przejść?
- Jesteście rozkoszni. Fernando ma cudownych przyjaciół…
- A właśnie gdzie On jest? I jak on mógł Cię samą zostawić z Sergio?!
- Erm… bo my…
- Stało się coś?
- Nie nic.
- Że co proszę?
- Nie udawaj, że nie dosłyszałeś.
Uśmiechnęłam się złośliwie, czekając na odpowiedź.
- Lena to nie tak…
- A jak?
- Źle mnie zrozumiałaś.
- Wiesz ja nie twierdzę, że Ci się podobam. Nie jestem chyba dla Ciebie dość dobra bo ciągle
- Co Ty w ogóle wygadujesz?! Jesteś cudowna. A ja niestety za stary
- Daj spokój. Nie wiem po co pytałam. Cześć.
- Lena!
Nie ma to jak pokłócić się z blondasem. Ciekawe jak ja się tu sama odnajdę, a nie ma mowy, że teraz wrócę jak gdyby nigdy nic do naszego pokoju. Nie wiem czy było mi wstyd, czy głupio czy też czułam się urażona. Tysiące odczuć kłębiło się we mnie i lada chwila mogłam wybuchnąć. Potrzebowałam Vicky. Ale po co ją denerwować. Pewnie przyleciała by tu z samego rana. Mam być aż tak samolubna? Ja zrobiłabym dla niej to samo… Tylko dlaczego musiałam zostawić ten cholerny telefon!
Szansa, że znajdę gdzieś tutaj Sarę albo, że w recepcji podadzą mi numer jej pokoju na piękne oczy była mniejsza niż zero.
- Niestety nie udzielamy takich informacji, przykro mi.
W salonie nagle rozeszły się piski dziewczyn. To może być jakiś cudowny Hiszpan, który powie mi gdzie mieszka Sara. O tak. Tylko chwila jak ja mam się przedostać przez ten tłum. I kto tam właściwie stoi…
Spain NT.
- Ej Cesc, co to za laska gada z Sarą?
- A skąd mam wiedzieć. Na tutejszą nie wygląda, ale
Fabregas nawet nie zdążył dokończyć, bowiem jego kolega z drużyny już był przy dziewczynach.
- Ehh cały Ramos.
- Witam piękne panie!
- Widzieliśmy się dzisiaj rano, co już się stęskniłeś?
- Zobaczyłem, że nasz Święty Iker zostawił Cię bez opieki i zamierzam to wykorzystać.
Ramos uśmiechnął się najcudowniej jak on to potrafił. Wiecie, taki uśmiech za milion dolarów. Ciekawe czy czytał mi w myślach, bo w tym momencie spojrzał na mnie, ujął moją dłoń i delikatnie ją pocałował.
- Sergio.
Wiedziałam, że należy się przedstawić, ale z nerwów zaschło mi w gardle, a na policzkach pojawiły się niewinne rumieńce. Sara chyba zrozumiała, że nic nie uda mi się powiedzieć, więc postanowiła mnie uratować.
- A to jest Lena, przyjechała z Torresem.
- Z moim Torresem?
Ramos puścił moją rękę i rozejrzał się. Gdy już napotkał wzrokiem przyjaciela, uśmiechnął się do nas raz jeszcze, ale tym razem z lekkim zmieszaniem na twarzy.
- Panie wybaczą.
Dobra może nie jestem wybitnie uzdolniona i nie znam wszystkich słów, jeśli chodzi o ten cały hiszpański, ale jasno i wyraźnie zrozumiałam, że Ramos nazwał go „swoim Torresem”. Co jest do cholery?!
- Czemu jak zwykle dowiaduje się o wszystkim ostatni?!
- Przestań się drzeć. Nie wiem o co Ci chodzi…
- Iker zostawisz nas?
- Skoro nalegasz…
Iker z lekką ulgą zostawił dwóch Hiszpanów samych, szczerze wolał nie wdawać się w tą dyskusje.
- To słucham, dlaczego nie powiedziałeś, że masz dziewczynę?!
- Że co proszę?
- Przyjechałeś tu z dziewczyną tak?
- Tak, ale
- Świetny z Ciebie przyjaciel!
- Ale o co Ci chodzi!? Przecież bym Ci powiedział.
- Kiedy? Tysiąc razy rozmawialiśmy przez telefon itd. A Ty nic! Teraz przyjeżdżasz na zgrupowanie z panna, a ja dowiaduję się przypadkowo!
- Po co tak histeryzujesz? Nic się nie stało.
- Wiesz co…
- Chodź to Was zapoznam.
- Daruj sobie, Sara już Cię wyręczyła.
- Ramos!
- Co się dzieje?
- Nic.
- Widzę przecież.
- Przyjaciel się na mnie wkurzył.
- Ramos?
- Skąd wiesz?
- Iker coś napomknął. Przejdzie mu.
- Wiem, ale trochę mi głupio. Poznałaś już wszystkich?
- Prawie. Ale spokojnie możemy to zrobić jutro przy śniadaniu. Chyba powinieneś odpocząć.
- Masz rację.
Torres uśmiechnął się nieśmiało i objął mnie w pasie, po czym skierowaliśmy się do naszego pokoju.
- Podoba Ci się?
- Całkiem przytulny. Tylko zastanawia mnie fakt dlaczegóż to znajduję się tu jedno łóżko. Co? Jakbyś miał pokój z Ramos’em też spalibyście w jednym?
- Trener mi taki wybrał, po moim telefonie, że przyjeżdżam z przyjaciółką. Musiał źle zrozumieć słowo „przyjaciel”.
- Mi to tam nie przeszkadza. Lubię się przytulać. Hehehe
Torres jakby się lekko zawstydził…
- Wiesz co. Ja zadzwonię do Vicky… pewnie się martwi.
- Pozdrów ją.
Oddaliłam się w bezpieczne miejsce, a mianowicie do toalety i wybrałam numer do przyjaciółki.
Vicky, gdy zobaczyła na wyświetlaczu „Lena calling” odczekała chwile co by nie wyjść na niemogącą się doczekać.
- Masz szczęście cholero.
Powiedziała do telefonu, a następnie odebrała.
- Co tam?
- Nie udawaj. Wiem, że sterczałaś z komórką w ręku od kilku godzin.
- Myślisz, że nie mam nic lepszego i co ważniejsze ciekawszego do roboty?
- Skoro tak… dobrze, zadzwonię później…
- Oh gadaj!
- Masz pozdrowienia od Torres’a.
- Fajnie.
- Poznałam GO.
- I co!? Zemdlałaś?
- No coś Ty! Ok… prawie! Aha tylko Fernando dziwnie się zachowuje…
- Tzn.?
- Wszyscy myślą, że jestem jego dziewczyną, a on wcale nie śpieszy się żeby temu zaprzeczyć bądź to sprostować. Nic a nic. Mamy razem pokój… jedno łóżko…
- Że co proszę?! No ja mu chyba coś obetnę! Miałam rację co do dziada. Eh!
- Nie wiem co o tym wszystkim myśleć… w Liverpoolu gada, że jestem dla niego za młoda itd. a teraz zapomniał ile mam lat? Nic się nie wydarzyło, ale
- I nie wydarzy się. Dawaj mi go do telefonu.
- Daj spokój! Pogadasz sobie z nim jak wrócimy.
- Mogłam z wami lecieć. Ja głupia mu uwierzyłam… nie wiem co się ze mną stało, że tak zmiękłam!
- Która przy nim nie mięknie…
- Lenka nie denerwuj mnie. Ty lepiej tego swojego ideału poszukaj i przy nim sobie mięknij.
- Tyle, że On myśli, że Torres to mój chłopak!
- Poinformuj go, że tak nie jest i z głowy. Jezu na co ja Cię namawiam… chyba to przez tą złość na blondasa. Dobra, nic nie rób. Bądź grzeczna i powiedz piegusowi, że ma trzymać łapska z daleka, jasne?
- Tak.
- A niech tylko się dowiem
- Wiesz co, zadzwonię później, bo ktoś do nas do pokoju przyszedł.
- I pamiętaj!
Początkowo chciałam podsłuchać kto to, ale po chwili doszłam do wniosku, że i tak nic nie zrozumiem, ani nie poznam któż to się do nas wybrał. Uchyliłam lekko drzwi i zobaczyłam jak jeden z najsłodszych Hiszpanów z reprezentacji rozmawiając z Torres’em przegląda moje mp3.
- Poznałaś już Cesc’a?
- Nie miałam przyjemności…
Uśmiechnęłam się najbardziej uroczo jak tylko potrafiłam i chyba podziałało, bo brunet nie odrywając ode mnie wzroku odłożył grzecznie mp3 i podszedł do mnie.
- Francesc, dla przyjaciół Cesc.
Chyba nie musze mówić jak bardzo ucieszyło mnie to, że mówił po angielsku?
- Lena. Jest mi niezmiernie miło.
Torres prawdopodobnie wyczuł fluidy unoszące się po pokoju, bo odchrząknął najbardziej subtelnie jak się dało.
- To ja nie będę Wam przeszkadzać. Miło było poznać. A Ty Torres nie zaśpij na pierwszy trening.
Nie wiem czy nawet próbował albo po prostu nie potrafił, ale blondyn zdecydowanie nie dyskretnie zawiesił na mnie wzrok.
- Co?
- To jeden z twoich ulubionych piłkarzy?
- Po czym wnosisz?
- Ślepy by zauważył…
- Coś w tym złego?
- Nie skądże. To bardzo fajny chłopak.
- Mogę Ci zadać niedyskretne pytanie?
- Jasne.
- Ale tak bardzo bardzo
- Najwyżej nie odpowiem.
- Ok… więc… uhh czy Ty nie jesteś przypadkiem o mnie zazdrosny?

- Ale nie rozbijemy się prawda?
- Nie wiem.
- No wiesz co! Ty to potrafisz podnieść na duchu.
- Przestań panikować.
- Łatwo Ci mówić, ja nie jestem przyzwyczajona do takiego środka transportu.
Gdy przestałam mówić, Torres jakby westchnął z ulga, ale nie dałam mu się długo cieszyć tym błogim spokojem.
- Będę mogła wziąć autografy od Twoich kolegów?
- Nie.
- Dlaczego?!
- Przecież żartuje…
- Głupi żart.
- A od któregoś konkretnego chcesz?
- Od kilku…
- Yhym.
- O co Ci chodzi?!
- Przecież nic nie powiedziałem!
- Ewidentnie coś chciałeś zasugerować!
- Niby co?
- Ha! Chciałbyś wiedzieć.
- Jesteś psychiczna^^
- Denerwuje się.
- Lotem?
- Nie tylko… ja tam nikogo nie znam… tak głupio.
- Już za późno na odwrót. Ale nie masz czym się martwić, Oni są fantastyczni!
- A jak mnie nie polubią?
- Spędzisz z nimi 2 dni i to max. A poza tym Ciebie się nie da nie lubić przecież.
- Gdzie będziemy mieszkać?
- W hotelu, tam gdzie cała reprezentacja.
W moim brzuchu aż zawirowało. A oczy rozbłysły jak światełka na choince.
- Masz jakiegoś ulubionego piłkarza?
- Może.
- Z Hiszpanii?
- Przestaniesz wypytywać? I tak Ci nie powiem.
- Ale jesteś. Siostra by powiedziała…
- Lubię wielu piłkarzy, w tym Ciebie. Zadowolony?
- Niech będzie.
Gdy wychodziliśmy z lotniska zaczęłam się co raz bardziej stresować, a gdy przemiły Pan taksówkarz, który był też niesamowicie przystojny ( ah Ci Hiszpanie… ) zatrzymał się przed ogromnym hotelem czułam się jak przed najcięższym egzaminem.
- Gotowa?
- Niby na co?
- Jak przyjdę do nich z dziewczyną to Cię obstąpią i zasypią lawiną pytań w dodatku po hiszpańsku.
- To może wejdziemy oddzielnie?
- Wstydzisz się mnie? I tak się wyda, jak wpadną do naszego pokoju.
- Jak to naszego?
- Przynależy mi jeden. I tak wyprosiłem trenera, że chce sam mieszkać.
- Sam czy ze mną?
- Sam, czyli bez żadnego kumpla z reprezentacji.
- Śpicie parami? Chyba Was stać na oddzielne pokoje…
- Integracja przede wszystkim! Nasze hasło. Hehehe
- Dobra to co robimy?
- Daj mi torby to je zaniosę, a Ty poczekaj w barze albo coś. Dogadasz się?
- Jeśli znają angielski albo łamany hiszpański to tak.
- Zadzwonię.
Dostałam buziaka na pożegnanie, a potem lekko zakręcona weszłam do olbrzymiego holu. Wszędzie kręciła się obsługa. No tak… tacy goście. Przez chwile śmignął mi gdzieś Xabi i poczułam ścisk w żołądku, bo teraz naprawdę dotarło do mnie, że to wszystko się zaczyna… poznam ich. Zobaczę prawie wszystkich ukochanych piłkarzy, mało tego, dostane ich autografy, zapoznam się z niektórymi… oh kto powiedział, że marzenia się nie spełniają?
*
- TORRES!!!
Fernando nawet nie zdążył się odezwać, bo został powalony przez najlepszego kumpla.
- Zdurniałeś?!
- Stęskniłem się za Tobą! Ty widać za mną nie, z kim masz pokój?
- Sam.
- Co? To dlaczego szef powiedział mi, że nie będę z Tobą mieszkać, bo u Ciebie komplet?
- Nie za ciekawski jesteś Sese?
- El Nino się zjawił. Nareszcie.
- Witam Pana Kapitana. Masz pokój z Ramos’em? Współczuje.
- Ja tu jestem! A Iker był wniebowzięty jak się dowiedział. Prawda?
- Jak tam w Liverpoorze?
- Durnie. Idę poszukać Fabregas’a.
Lekko naburmuszony Sergio opuścił dwójkę przyjaciół, którzy chyba się tym w ogóle nie przejęli. Ale to był standard. Kochali sobie dokuczać nawzajem niczym mali chłopcy.
- Czemu ten bałaganiarz śpi ze mną?!
- Nie przyjechałem sam…
Iker lekko otwierając usta z szoku chciał coś powiedzieć, ale Nino kontynuował.
- I nie chce żeby się zrobiło zamieszanie, dlatego nie mów na razie Ramosowi, wiesz jaka z niego gaduła.
- Ok., rozumiem. Ale zapoznasz nas prawda?
- Jasne, chyba by mnie udusiła jakbym tego nie zrobił. Jest Sara?
- Pewnie. Rozmawia z Xabim.
- To mam do Ciebie prośbę… Zajęłaby się Lena?
- A więc Lena… Ruska?
- Szkotka.
- Powiem Sarze. Na pewno się zgodzi, tym bardziej, że tęskni jej się za damskim towarzystwem.
- Po prostu nie chce żeby została sama, jak będziemy na boisku.
- Zaraz do niej pójdę. To gdzie się spotkamy?
- Za 30 minut w barze.
*
Rozglądałam się dookoła jak małe dziecko, które weszło do sklepu ze słodyczami. Podeszłam do baru i poprosiłam o drinka. Kelner zawadiacko się do mnie uśmiechnął, podał drinka, a potem po angielsko-hiszpańsku powiedział, że na koszt hotelu.
- Gracias.
Nagle poczułam czyjeś łapska na mojej talii, a po chwili oddech na szyi.
- Ładnie to się tak alkoholizować?
- Torres…
- Spodziewałaś się kogoś innego?
- Tak, jakiegoś przystojniaka.
- Pff.
- Łaskoczesz mnie.
- Pffff
- Torres!
Odwróciłam się do niego przodem, ale dalej pozwoliłam obejmować w talii i być blisko mnie… może ciut za blisko.
- El Nino nie flirtować mnie tu. Miło mi Iker jestem.
Fernando się wyprostował i uśmiechnął do kolegi, nie odsuwając się ode mnie choćby o milimetr.
- Ona Cię zna.
- Ale nie osobiście!
- Lena.
Podałam rękę kapitanowi Hiszpanii, a ten ‘wyciągnął ‘ mnie od Torres’a i pocałował w policzek. Zobaczyłam jak zmierza ku nam przepiękna kobieta, uroda typowo hiszpańska. Od razu rzuciło mi się w oczy, że w ręce trzymała mikrofon. O nie… mam nadzieje, że mimo wszystko nas ominie. Jednak ta oto piękność stanęła tuż przed nami.
- Dziękuje, że poczekałeś!
- Kochanie, nie chciałem Ci przeszkadzać.
- A ze mną się nie przywitasz?
- Ona nie jest kulturalna.
- Przepraszam Nino.
Czułam się jak piąte koło, bo Torres obściskiwał brunetkę, a Iker postanowił zamówić coś w barze. Gdy dwójka się od siebie w końcu odkleiła, brunetka zwróciła się do mnie.
- A Ty pewnie jesteś Lena.
- Dokładnie, a skąd
- Jestem Sara, dziewczyna Iker’a.
- Aha…
Nie byłam do końca pewna czy ten fakt miał mi wszystko wyjaśnić, pytająco spojrzałam na Fernando, ale ten już był pogrążony w rozmowie ze swoim kapitanem.
- Oh nie przejmuj się nimi. Nando rzadko Nas odwiedza i zawsze jest w centrum uwagi, gdy tylko pojawi się w Madrycie.
- Dobrze wiedzieć.
- Spokojnie, jak będziesz trzymać się mnie to nie zginiesz.
Powiedziała, chyba widząc moje przerażenie.
- Długo się znacie?
- Huh?
- Z Torres’em.
- Około miesiąca. Mieszkamy obok siebie.
- To wszystko wyjaśnia.
- Słucham?
- Byłam ciekawa jak się zapoznaliście… On jest dosyć nieśmiały.
- Czy ja wiem. Jak dla mnie to otwarty z niego facet.
- Widać w takim razie, że Anglia mu sprzyja. Napijesz się jeszcze czegoś?
Kiwnęłam głową na tak, a Sara zwróciła się do barmana.
- Jeszcze raz to samo dla tej Pani, a dla mnie Cola.
Gdy dostała zamówienie, podała mi szklankę i wzięła pod ramie.
- Pozwiedzamy trochę.
Gdy już schodziłam po schodach postanowiłam, że zanim skonfrontuje się z całym towarzystwem, obczaje co i jak zza ściany. A wyglądało to mniej więcej tak, że Alice z Michael’em na kolanach zawzięcie o czymś konwersowała z Torres’em, a Vicky i Felix szeptali coś do siebie. Jak dla mnie było to już lekko podejrzane. Znałam Felixa nie od dziś i wiem, że spiskowanie z nim bądź wchodzenie w jakiekolwiek układy nigdy nie wychodzą na dobre, a już w szczególności dla mnie.
- Cześć Torres. Przepraszam za lekkie spóźnienie.
Fernando odwrócił się w moją stronę, ale zdołał tylko mruknąć coś pod nosem. Czyżby ta czerwona kreacja tak go onieśmieliła? Boże, o czym ja myślę. To przebywanie z Vicky źle działa mi na mózg. Powróciwszy do mojego toku rozumowania, stwierdziłam, że jego zachowanie wynikało z tego, iż przerwałam mu bardzo interesującą rozmowę z Alice.
- Coś ciekawego mnie ominęło?
- Nic, czego byś o sobie nie wiedziała.
Spiorunowałam Felixa najgroźniejszym wzrokiem, jaki mi się udało zrobić, jednocześnie nie wiedząc czy tylko chce mnie sprowokować, a może już naprawdę zdążył mnie czymś skompromitować. Początkowo nie miałam tego w planach, ale usiadłam obok Pana domu, no cóż wolałam mieć go bliżej siebie. Każdy zna to przysłowie, że przyjaciół trzeba mieć blisko, a wrogów jeszcze bliżej. Uwielbiałam Felixa, zresztą z wzajemnością, ale chęć dokuczenia sobie nawzajem była silniejsza od nas. Szkoda tylko, że to on miał więcej asów w rękawie.
- Lena jest taka podekscytowana tym Waszym wyjazdem, to miło z Twojej strony.
Słuchałam Alice i głowiłam się nad tym czy Ona nie ma lepszych tematów do rozmów. Czułam w kościach, że ten wieczór nie należy do mnie.
- Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko?
- Ależ skądże! Prawda Felix? Felix!
Ej halo ja tu jestem?! Zamiast się wtrącić wbiłam widelec w kawałek kurczaka. Nawiasem mówiąc idealnie przyrządzonego… ^^
- Tak kochanie?
- Przestań zanudzać Vicky swoimi głupimi historyjkami. Mamy gościa.
- Którym się bardzo ładnie zajmujesz. A nie opowiadam głupot tylko mówię o swojej bardzo ważnej dla społeczeństwa pracy.
- Przepraszam, że się wtrącę, ale czym się Pan zajmuje?
- Oh mów mi po imieniu, jestem od Ciebie nie wiele starszy Fernando. Czym się zajmuje… naprawiam a raczej poprawiam ludzi. Wiesz gdyby nos Ci się znudził czy jakaś inna część ciała, to zapraszam do mnie.
- Kto wie, może kiedyś skorzystam.
- Tobie to nie potrzebne.
Po tych słowach Felix pytająco spojrzał na swoją żonę, która uśmiechała się teraz jak nastoletnia fanka, która dostaje autograf od największego idola. Vicky, która do tej pory jakoś zbytnio się nie udzielała, chyba czytała mi w myślach i postanowiła przerwać tą dziwną nić niezgody między parą małżonków.
- Ha! Tak sobie siedzę i myślę i zobaczcie, w sumie niezła z nas ekipa. Chirurg plastyczny, dziennikarka radiowa, piłkarz, przyszła Pani prawnik , przyszła stylistka… prawdziwa mieszanka wybuchowa.
- Zapomniałaś o naszym synku… Michael zostanie lekarzem jak tatuś prawda?
Mike jeszcze bardziej wtulił się w Alice i przepraszającym głosem odpowiedział Ojcu.
- Ja będę pilkazem jak narzeczony cioci Leny.
Dziękowałam Bogu, że w tym momencie nic nie piłam i nie jadłam. Natomiast byłam wściekła na K.J Rowling za to, że dała mi nadzieje na istnienie peleryny niewidki, której bardzo teraz potrzebowałam. Spojrzałam niewinnie na zgromadzonych. Nikt poza Torresem nie był zbytnio zdziwiony odpowiedzią chłopca. Niestety Felix postanowił drążyć temat.
- Jak możesz mówić tatusiowi takie rzeczy. No, ale cóż, nie mogę układać Ci życia. Lenko to twoja wina.
- Że co proszę?
- Ja nie gapię się dniami i nocami w
- Musimy rozmawiać o mnie? A Tobie Michael coś się pomyliło, ja nie mam narzeczonego. Żadnego.
- Ale tatuś mówił, ze chodzisz na randki do pilkaza.
Ewakuacja!
- Twój tatuś jest zmęczony po pracy i gada głupoty. Sałatka się skończyła.
Nie czekając na odpowiedź szybko skierowałam się do kuchni. Kolacja dopiero co się zaczęła, a ja już marzyłam żeby nadszedł jej koniec. Wzięłam się za nakładanie sałatki. Nawet nie usłyszałam jak Torres wszedł do kuchni, dopiero, gdy się do mnie odezwał lekko się wzdrygnęłam.
- Zabrakło jeszcze czegoś?
- Nie… ale już trochę późno i chyba powinienem już iść.
- Kolacja dopiero się zaczęła… a o to chodzi.
Świetnie. Pewnie myśli, że wygaduje jakieś idiotyzmy na jego temat, a w pokoju mam ołtarzyk.
- Jutro rano lecimy, a ja nawet się nie spakowałem.
- Przemyślałam to, nie powinnam z Tobą lecieć. Szczególnie teraz.
- A to czemu?
- Wiem co sobie teraz myślisz… strasznie mi głupio.
- Naprawdę tak kochasz piłkę nożną? Nie rozumiem dlaczego mi nie powiedziałaś.
- Bo po co? Pomyślałbyś, że oglądam żeby popatrzeć się na piłkarzy… jak każdy.
- Wcale tak nie pomyślałem. Ale teraz, gdy się wydało możemy je razem oglądać. A jutro jedziesz ze mną, bo na pewno chcesz zobaczyć mecz na żywo z loży honorowej co?
- Głupie pytanie. A co do Michaela…
- To przecież dziecko. A Felix mógł to tak odebrać, przecież często się widujemy, wracasz po nocy heheh ;)
- Nie będę już do Ciebie tak późno chodzić.
- Gdybyś była starsza to na pewno bym Cię zaprosił na randkę.
- Dzieckiem już nie jestem.
- Ja myślę innymi kategoriami. Potrzebuje pani domu, a Ty masz przed sobą całe życie i dużo czasu na założenie rodziny.
- Sama do Ciebie taka nie przyjdzie.
- To poczekam, aż Ty się wyszalejesz. ;D
- Głupek.
- Jesteś cudowna. Ale za nic w Świecie nie chciałbym Cię zranić. Poza tym Vicky chyba by mnie wykastrowała.^^
- Wystarczy mi bycie Twoją młodszą siostrą.
- Chodź tu młodsza siostro.
Torres rozłożył szeroko ręce, a ja szybciutko wtuliłam się w niego jak w misia XXL. Czułam się przy nim taka malutka i bezbronna, ale jednocześnie tak bezpieczna jak przy żadnym facecie.
- Ups! Przepraszam, że Wam przerywam te jakże romantyczne chwile, ale tamta dwójka poszła usypiać syna, a ja nie lubię gadać sama do siebie, więc postanowiłam trochę tutaj Wam poprzeszkadzać. Cieszycie się?
- Ona zawsze tak dużo mówi?
- Tylko wtedy, gdy nie chce usłyszeć odpowiedzi.
- Dobra, odklejcie się już od siebie i albo wracamy do jedzenia, a jeśli gdzieś się jeszcze sami wybieracie, broń boże nic nie sugeruje, ale jeśli to najpierw macie mi pomóc posprzątać ze stołu. Za murzyna nie będę robić, nie mam nic do murzynów. Rasistką też nie jestem ani nic.
- Vicky kochanie, skończ już ten słowotok. Torres już idzie, bo się sierota nie spakowała, a ja Ci pomogę.
- A Ty się niby spakowałaś?
- O cholera!
Pognałam do swojego pokoju z paniką ledwo wyrabiając na zakrętach.
- To ja będę się żegnał. Pa Vicky.
- E! Hola hola. Muszę Ci jeszcze strzelić pogadankę, żebyś to się z nią przespał przed wyjazdem.
- Mam się przespać z Leną? Ok.
- Ha ha ha. Kto by pomyślał żeś taki zabawny.
- Będzie moim oczkiem w głowie, nic się nie bój.
- Pilnuj jej dobrze.
- Co Ty się tak martwisz? Przecież jej nigdzie nie zgubię.
- Boję się, że sama się, a raczej z kimś się zgubi…
- Chcesz mi coś powiedzieć?
- Po prostu jej pilnuj.
- Dobrze już dobrze. To teraz pójdę jeszcze do Alice i Felixa. A my się widzimy po powrocie.
- Nie mogę się doczekać.
Głos Vicky był tak przesiąknięty ironią, że aż ciekło. Jednak ktoś kto ją już znał wiedział, że to taka oznaka sympatii… no cóż każdy ma inny sposób na okazywanie uczuć.
- Jak Ci idzie?
- Jestem zażenowana.
- Aby na pewno użyłaś odpowiedniego słowa?
- Spójrz… ja nie mam odpowiednich ciuchów! Tutaj deszcz deszcz deszcz więc mam w szafie milion spodni, a chyba nie wypada w jeansach podbijać Hiszpanii?
- Haha masz zamiar ją podbić? Uh to masz rację na pewno nie w wytartych spodniach. Chyba musimy się przejść do mojej walizeczki.
- Mówiłam Ci jak bardzo Cię kocham?
- Nie, ale nie obrażę się jak jakoś tą miłość zmaterializujesz^^
Gdy przebrnęłam przez stos ubrań byłam zachwycona nad ilością rzeczy, którą mi oferowała.
- Ta sukienka… jest tak nieziemska… nałożę ją na jakaś imprezę, jeśli pójdziemy oczywiście.
- Mogę się jedynie domyślać, chociaż nie…jestem pewna, że wiem dla kogo się chcesz tak stroić, ale Lena… pamiętaj szanuj się.
- No wiesz co! Po pierwsze nie wiem o co Ci chodzi, a 2 to zawsze się szanuje!
- Jak tam sobie chcesz, nie jestem Twoją matką i sama też co chwile zmieniam facetów, ale jest jeden mały szkopuł.
- Jestem młodsza, i co z tego?
- Jesteś bardziej uczuciowa i się przywiązujesz.
- I tak nic się nie wydarzy, nie mam u niego szans.
- Mimo wszystko chce być na bieżąco i dostawać raporty ok.?
- Tak jest Panie Kapitanie! ;)
Tej nocy nie mogłam zasnąć. Ciągle myślałam o tym jak to będzie poznać tych wszystkich ukochanych piłkarzy, a przede wszystkim tego jednego, który doprowadzał mnie do palpitacji. Najbardziej bałam się tego, że runie całe wyobrażenie o Nim, że nie będzie tak wyjątkowy i idealny jak myślę. A co jak mnie nie polubi? Te i setki innych pytań nurtowały mnie do rana. Więc, gdy rano Felix znosił mi torby do samochodu myślał, że się rozchorowałam.
- Nic mi nie jest… zaraz się troszkę ogarnę.
- Nałóż sobie ten cały fluid czy jak to się nazywa.
- Nie udawaj, że nie wiesz. Sam przecież używasz.
- A chcesz dostać?
- Dobra… przecież nikomu nie powiem.
Wystawiłam język przyjacielowi i powróciłam do szykowania się w moją podróż życia.
- Haha zacznij się leczyć nimfomanko!
- Oh Lena… to nie choroba tylko styl życia, a właściwie sposób na czerpanie z niego przyjemności.
- Zwał jak zwał, ale i tak przerażasz mnie czasem.
- Nic nie poradzę, że Latynosi tak na mnie działają.
- Mmm więc mój sąsiad może zacząć się bać?
- Dajże spokój! To jest jakieś zaprzeczenie Hiszpana! Blady jak trup i jeszcze te piegi.
- Jest niezły.
- Może, ale nie na tyle żebym pogłębiała z nim kontakty. A Ty? Czego się za niego nie weźmiesz?
- Hahaha JA?! Zgłupiałaś chyba. Przecież nie mam u niego żadnych szans.
- Nigdy nie rozumiałam kobiecych kompleksów. Są idiotyczne i zdecydowanie nie na miejscu, a w Twoim przypadku to już przykre! Jesteś zgrabna, masz piękna buźkę a dodatkowo jesteś blondynką! To Torres powinien się martwić czy jest dla Ciebie wystarczająco dobry.
- Nie przesadzaj.
- Mówię co myślę i jeszcze jedna zrzędliwa mina babki po 50 z nadwagą, celulitem i 10 kotami, a ostrzegam, że Cię uduszę!
Podniosłam swój kieliszek napełniony czerwonym winem i uśmiechnęłam się do Vicky.
- Za najlepszą przyjaciółkę pod Słońcem!
- I vice versa. Ale z tym uduszeniem to mówiłam na serio.
- Lena a Ty zauważyłaś, że ten cały Torres to się tu nie raczył pojawić od naszej zapoznawczej wizyty?
- Może nie ma czasu albo nie chce nam przeszkadzać.
- Yhy jasne, boi się, że go zdemaskuje.
- Tak? A co takiego ukrywa?
- A może ja polecę z Wami.
- Ponoć Ci to proponował i odmówiłaś z powodów rodzinnych?
- To była wersja numer jeden.
- Poproszę prawdziwą.
- Pomyślałabyś, że jadę Cię przypilnować.
- Bo taka jest prawda czyż nie?
- Poniekąd… no OK. I co w tym złego?!
- Nic, ale mam 19 lat i
- I nie myślisz rozsądnie.
- Pf! Odezwała się! W te dwa miesiące w Hiszpanii „zaprzyjaźniłaś się” z tyloma facetami, że żeby ich spamiętać musiałabym prowadzić notatki.
- Oj ilu ich tam było… też mi.
- Więcej niż ja miałam przez całe życie.
- I tak robiłam rygorystyczna selekcje!
- Brązowe oczka, trochę opalenizny i już Ci się myślenie wyłącza.
- Strój sportowy, murawa i piłka przy nodze i Tobie jeszcze bardziej.
- Nieprawda.
- Boje się o Ciebie. Nie chce żebyś sama tak leciała.
- Nie lecę sama.
- Już nie martwię się o Torres’a bo chyba jest w porządku. Ale tam poznasz pewnie tych jego kolegów, o których nic nie wiem i Ty również. A co jak wpakujesz się w jakiś romans?
- Nie umrę od romansu, a poza tym wątpię żebym kogoś tam zainteresowała. Poza tym będę trzymać się Torres’a, obiecuję.
- Będziesz dzwonić?
- Przecież wiesz.
- Dobra… to tylko 4 dni.
- Dokładnie co to jest ;)
Wyciągnęłam jak się okazało ostatniego papierosa i już go miałam odpalać, gdy poczułam, że jakaś potajemna siła wyjęła mi go z ust.
- Ej!
- Nie będziesz palić tego gówna.
- Chyba się rozpędziłeś Torres!
- Haha Bardzo dobrze, popieram.
- A Ty od kiedy bierzesz jego stronę? Oddaj mi go, to ostatni.
- Nie ma mowy.
- Zaraz mnie coś trafi. Jesteś moim szefem, ale to Ci nie
- Właśnie, że pozwala. Mogę sobie zażyczyć, żebyś nie paliła.
- W takim razie rzucam tą robotę.
- I świetnie!
- No i świetnie! I nigdzie z Tobą nie lecę!
Długo się nie namyślając zostawiłam Vicky i Torres’a na tarasie samych.
- Przejdzie jej.
- Mam taką nadzieje. Nie wiedziałem nawet, że pali.
- Domyśliła się, że Tobie jako, że jesteś sportowcem to się nie spodoba.
- Miała rację. Dziewczynom to nie pasuje.
- Ciągle jej to powtarzam, ale nie słucha.
- Myślisz, że żartowała i poleci?
- No pewnie.
- A Ty jakaś dziś miła jesteś dla mnie…
- Tylko dlatego, że mamy wspólną rzecz, której nie lubimy. Nie myśl sobie.
- Broń Boże. Czyli dalej jestem pod obserwacją?
- Dokładnie.
- O a Ty jeszcze tutaj?
- Rozmawiam z Vicky.
Spojrzałam gniewnie na przyjaciółkę i jak gdyby nigdy nic otworzyłam nową paczkę papierosów.
- Żartujesz sobie?
- Nic a nic. Co tak stoisz?
- Przyszedłem Ci powiedzieć, że mamy być jutro o 10 na lotnisku.
- Ale powiedziałam już, że nigdzie się nie wybieram.
- Lena… może dałabyś spokój?
W tym momencie spojrzałam wymownie na przyjaciółkę.
- Możesz lecieć zamiast mnie.
- Vicky zostawisz nas samych?
- Jasne.
Torres kucnął przede mną i oparł się rękami o moje kolana. Najgorsze było to, że gdy tak patrzył swoimi cudnie brązowymi i łagodnymi oczyma zaczynałam mieć wyrzuty, gdy wypuszczałam dym z ust.
- Nie patrz tak, i tak go nie zgaszę.
- Skoro musisz to pal.
- Wiesz, że nie lubię jak się mną ktoś rządzi.
- A ja myślałem, że nie jestem dla Ciebie tylko szefem.
- Oj… bo mnie zdenerwowałeś.
- Ty mnie też.
- Ok. Ustalmy jakiś kompromis czy coś.
- Nie będziesz przy mnie palić?
- Zgoda.
- To może zjemy dzisiaj wszyscy razem u mnie kolację?
- Felix coś szykował chyba, wpadnij do Nas.
- Jeśli to nie kłopot.
- Bądź po 6.
- A Ty się pakuj.
- Przecież nigdzie nie jadę.
- Yhy.
Wieczorem jak na przykładną rodzinkę przystało każdy zajął się czymś, co by wspomogło Felix’a w jego męczarniach.
- Mówiłam Ci, żebyś nie porywał się z motyką na Słońce kochanie.
- Kobieto, Lena i Vicky… nawet Michael potrafią pomagać przy kolacji bez zbędnej przemowy, może weźmiesz z nich przykład?
Felix uśmiechnął się najbardziej czarująco jak mógł, ale gdy ja z Vicky wybuchnęłyśmy śmiechem, sam nie wytrzymał, a Alice lekko sfochana rzuciła mu mordercze spojrzenie i opuściła kuchnię.
- Dobrzeeee Felix, teraz mamy jedną parę rąk mniej do pomocy.
- Zdaję się Vicky, że układanie talerzy nie jest niczym wyczerpującym? Pewnie z rozkoszą zaczniesz kroić cebulkę.
- Oh doprawdy… nie mam zdolności manualnych.
- I tak wiadomo jest to, że ja skończę tę pożal się Boże kolację „Felix’a”.
- Zadzwoń po tego swojego piłkarzynę to pomoże.
- Vicky! To nie jest żaden mój piłkarzyna!
- Uuu czegoś nie wiem?
- Nawet nie zaczynaj Felix! W ogóle to zajmijcie się czymś, a ja tu ogarnę i tak nic nie robicie tylko gadacie!
Gdy oboje dziwnie szybko opuścili kuchnie, usłyszałam jak tuż za rogiem bezczelnie przybijają sobie piątkę. Nie no własna przyjaciółka przeciwko mnie. Na drugi raz muszę pamiętać żeby się tak szybko nie denerwować. Chociaż z nimi ten plan nigdy nie wejdzie w życie. Co będę się oszukiwać.
Wybiła punk 7, a ja zajechana nie miałam siły nawet krzyknąć żeby otworzyli. Świetnie, nawet nie zdążyłam się przebrać.
- Lena, są już wszyscy.
- Dziękuje Felix! Jakbyś nie zauważył jestem jeszcze nie gotowa! Dasz mi chwilę?
- Ale kolacja jest?
- Jest…
- To w czym problem? Leć się ogarnąć, a ja tu wszystko za Ciebie zrobię.
Miałam ochotę go porządnie zdzielić, ale nie miałam na to czasu. Wzięłam szybki prysznic i nałożyłam zwiewną czerwoną sukienkę. Raz na jakiś czas trzeba się ubrać jak na kobietę przystało. Powiedzmy, że zadowolona ze swojego wyglądu, no cóż na perfekcyjny makijaż zwyczajnie zabrakło czasu, a byłam prawie pewna, że nie zaczekają z kolacją, więc wolałam się sprężać.
Salon.
- Bardzo cieszę się Fernando, że znalazłeś czas. Siadaj, proszę.
- Dziękuję za zaproszenie Alice. Miło mieć takich sąsiadów.
Vicky i Felix wymienili znaczące spojrzenia i oboje załapali, że ewidentnie Alice jest pod urokiem piegusa. Momentalnie oboje się skrzywili jakby to była rzecz nie do pojmania. W tym czasie do pokoju wbiegł Michael, lecz gdy zobaczył nowego osobnika szybko schował się za sukienką mamy.
- Cześć szkrabie. My się jeszcze nie znamy. Jak się nazywasz?
Mike lekko speszony, uśmiechnął się do Torres’a i przemówił poważnym tonem.
- Nazywam się Michael, ploszę pana.
- A ja Fernando, bardzo mi miło. I nie jestem żaden pan. Zgoda?
- Ok. Mamuś… to ten Pan z telewizola plawda?
- Tak kochanie. Przepraszam Cię, On całe dnie spędza z Leną na oglądaniu meczy.
- No proszę, nigdy bym nie powiedział, że lubi piłkę nożną.
W tym momencie Felix i Vicky, nowy super duet cyników parsknął śmiechem.
Ta kolacja zdecydowanie nie powinna mieć miejsca… ale najgorsze miało dopiero nadejść…
ps. Tak jak obiecałam Droga Kiniu jest dłuższy niż zwykle ;P
W biegu założyłam o jakieś, co najmniej 2 numery za duża bluzę. A w drodze do pokoju gościnnego, w którym spała Vicky nakładałam już drugi but. Oj tak miałam misję do wykonania. Uchyliłam lekko drzwi, na szczęście Victoria smacznie spała. W sumie nie było w tym nic nienaturalnego, bo zegar wybijał dopiero 8 rano. Nie miałam czasu na przejmowanie się tym, jak mogę strasznie wyglądać wchodząc do domu Torres’a.
- Cześć i smacznego. Musimy pogadać.
- Hej… Co się stało? Nie mów, że nie możesz jechać!
- Nie o to chodzi. Mówiłam Ci, że przyjeżdża moja przyjaciółka.
- Victoria? Zgadza się?
- Tak. Ale Ona… no powiedzmy, że nasz wspólny wyjazd lekko jej się nie podoba… tak właściwie to jest temu przeciwna.
- I?
- Obiecałam, że zanim się na coś zdecyduje to Was zapoznam.
- Z miłą chęcią.
- Ona nie wie kim jesteś.
- Naprawdę nie wiem w czym problem.
- Po prostu chciałam Cię ostrzec… no nic. O której wracasz z treningu?
- Przyprowadź ją o 3.
Oj Torres… nie zdajesz sobie sprawy, że możesz tego spotkania nie przeżyć… .
- Gdzie byłaś?
- Biegałam. A co Ty nie śpisz o tej porze? Od kiedy?
- Macie niewygodne łóżka.
- Kawy?
- O której jedziemy do tego chłopaczka?
- Nie musimy jechać, mieszka dom obok. ;)
- To na co czekasz, prowadź.
- Będzie dopiero o 3. A teraz siadaj, nie rób już obrażonej miny. Dobrze wiesz, że nie mogłam z Tobą polecieć.
- Jasne. Ok… może się odbrażę jak mi zrobisz pyszne śniadanie.
Zawsze jest tak, że czas działa na naszą niekorzyść. Gdy czegoś bardzo chcemy dłuży się niemiłosiernie, a tu proszę… wydawać by się mogło, że do 3 jest tak dużo czasu, a jednak wstrętny zegar okazał się moim wrogiem numer jeden. Sprawdziłam wszystkie, które były w domu. Niestety każdy z nich pokazywał godzinę wyjścia. Mój wrodzony optymizm kazał mi myśleć, a w zasadzie mieć nadzieję, że śliczna panienka Valdez zapomniała o spotkaniu albo chociaż nie patrzy na swój zegarek. Jakże zabolało, gdy weszła do mojego pokoju pokazując mi swój nadgarstek przyozdobiony ogromną tarczą z dwiema wskazówkami, które szyderczo wybijały punk 3.
- Lena, nie rób takiej miny. Przecież On jest świetny, tzn. Ty tak sama mówiłaś, więc teraz nie rozumiem, czego się obawiasz. Nic mu nie zrobię.
- Bo to trochę głupie… to tylko kolega, a tak to wygląda jakbyś go sprawdzała, bo mi się podoba i takie tam.
- Wybacz, ale od kiedy to koledzy zapraszają na wycieczki do Madrytu po 2 tygodniach znajomości?
- Nie zapominaj, że u niego pracuję. To jak służbowy wyjazd.
- Który zazwyczaj kończy się romansem szefa z sekretarką?
- To nie ma sensu. I tak Cię nie przekonam. Dobra miejmy to za sobą…
Z lekkim niepokojem, a właściwie ze zwyczajna paniką przeszłam przez bramkę, obejrzałam się na Vicky, ona z bananem na ustach, spacerkiem szła tuż za mną. Nie zdążyłam nacisnąć na klamkę, gdyż w drzwiach pojawił się właściciel. Pewnie podpatrzył przez wizjer. Albo nie mógł się doczekać albo się stresował. To się zaczyna.
- Hej…
Powiedziałam nieśmiało, nadstawiając policzek.
- To jest Victoria, a to
- Może najpierw wejdziecie?
Spojrzałam na V. Jej twarz nie zdradzała niczego, żadnego cienia grymasu czy zaskoczenia. Po prostu stoicki spokój i zainteresowanie w oczach, nic poza tym. Torres jak na dżentelmena przystało zabrał od Victorii kurtkę. No nie… ale się podlizuje. Ode mnie to nigdy. Pff.
- Fernando. Bardzo mi miło.
- To się jeszcze okaże.
Gdybym potrafiła zabijać wzrokiem to Vicky leżałaby teraz, tak tu w salonie… martwa!
- Ja przyniosę coś do picia…
Gdy tylko byłam pewna, że Torres nas nie usłyszy naskoczyłam na przyjaciółkę.
- Czy Ty jesteś normalna?!
- O co Ci chodzi? Mam się na niego rzucić, bo to Fernando Torres?
- Bądź miła, proszę Cię.
- Oh no dobra.
Powiedziała niechętnie i przewróciła oczami. Nawet nie przypuszczałam, że szykuje dla mnie kolejną niespodziankę, bo gdy tylko Nino wszedł do pomieszczenia Victoria uśmiechnęła się złowieszczo i skierowała się do mnie.
- Lenko, a teraz zostaw nas samych, mogłabyś?
Nie wiem, które z nas było bardziej przerażone. Ja czy On. Spojrzałam na niego, kiwnął głową na znak, że da radę.
- Będę w ogrodzie, tuż za ścianą…
Była w swoim raju. Czuła się jak wilk, a jej owieczką w tym momencie był ten rosły i uroczy piłkarz. Nie sądziła, że Lena sprawi jej taki prezent. W sumie chyba nie doceniła przyjaciółki.
Poczekała, aż się jeszcze bardziej zestresuje i przystąpiła do ataku.
- Ponoć chcesz zabrać Lenę do Hiszpanii.
- Zawsze przechodzisz do sedna sprawy od razu?
- Życie jest za krótkie żeby je marnować na grę wstępną.
- W takim razie zgadza się, ale nie sądziłem, że to jakiś problem.
- Tak się składa, że takowy zaistniał. Czy Ty wiesz ile Ona ma lat? I, że u Nas w Anglii poszedłbyś siedzieć?
- Za podróżowanie? A co do wieku, to dokładnie nie wiem. Chyba koło 20?
- Postawa obronna. Dobra słuchaj Lena jest bardzo młodą i piękną dziewczyną, może czasami zbyt naiwną, ale każdy ma swoje wady. Nie pozwolę, żeby jakiś tam piłkarzyna, który ma w głowie siano i poza boiskiem myśli tylko swoją pałą był kolejnym przykrym epizodem w jej życiu. Tak więc dobrze przemyśl jeszcze raz ta wyprawę. I nie, nie uwierzę, że to w podzięce za coś tam. Bierzesz ją na swoje terytorium, z dala od jej przyjaciół. Sprawa wygląda aż zanadto jasno.
Victoria, zadowolona skrzyżowała ręce na piersi i czekała na jakąkolwiek reakcje.
- Jesteś jej przyjaciółką, a ja nie chce żebyś była zestresowana cały nasz wyjazd, tak który się odbędzie i to już za dwa dni. Uważam, że jedynym rozsądnym wyjściem będzie zabranie Cię z nami. I nie, nie pokrzyżujesz mi planów co do skrzywdzenia Leny, bo takich nie mam. To jak?
Była w szoku. Nie za bardzo jej się uśmiechało z nimi lecieć, bo wiedziała jak na to zareaguje jej przyjaciółka… już to słyszy: „Dzięki! Wielkie dzięki Pani przyzwoitko! Czym go zmusiłaś?!”. A z kolei jak odmówi, to On poczuje się zbyt pewnie. Znała takie zagrania… spotykała się z nimi codziennie, pracując w sądzie. Oskarżony nagle przeistacza się w ofiarę. Torres świdrował ją oczami czekając na wyrok.
- Jeden telefon, że coś jest nie halo i jestem w Hiszpanii. Dobrze Ci radze, łapy przy sobie.
- Uf.. Skoro to wszystko, to może pójdziemy do ogrodu? Szkoda takiej pogody.
Dałaby sobie rękę uciąć, że tylko Fernando grał takiego pewnego siebie, bo serducho waliło mu jak oszalałe… Oj to chłopaczka zestresowałam. Kochała to. Szczerze… która kobieta nie lubi czuć władzy nad nimi?
Kilka godzin później.
- Fajnie, że się dogadaliście. Mówiłam Ci, że jest ok.
- Poczekamy, zobaczymy. Za bardzo to ja mu nie ufam. I Ty też nie powinnaś, zdaję sobie sprawę z tego, że to jest jeden z Twoich ukochanych piłkarzy, ale poważnie Lena… co Ty o nim wiesz?
- Czuję, że z jego strony nic mi nie grozi. Nie patrz tak! Czuje to i koniec.
- Zawsze tak mówisz.
- Przez tą Twoją prace w sądzie nabrałaś do wszystkiego i wszystkich podejrzeń.
- Kobieto jaka Ty jesteś, gdybyście wili sobie gniazdko tuż za rogiem, nie widzę żadnych przeciwwskazań, no może poza jednym, że długo by to nie potrwało. Poznałabyś go lepiej i ok., rób sobie co chcesz, ale Ty lecisz z nim do HISZPANII! I będziesz tam całkowicie od niego uzależniona.
- Nienawidzę Cię.
- Tak wiem, to przykre jeśli ta druga osoba ciągle ma rację. Kiedyś się w końcu przyzwyczaisz.
Następnego ranka na szczęście nie musiałam się nikomu tłumaczyć dlaczegóż to wracam po nocy od sąsiada. W kuchni panowała błoga cisza, a chwilę później mogłam już tylko siąść rozmarzona przy oknie i wsłuchiwać się w odgłosy ekspresu. Kochałam ten zapach świeżo parzonej kawy. Do wyjazdu miałam jeszcze co najmniej z godzinę. Nando miał mnie podrzucić do centrum jak będzie jechał na trening.
Szczerze… to coraz bardziej podobało mi się to spędzenia razem czasu. A może teraz i ja odważę się go najzwyczajniej w świecie gdzieś zaprosić? Może przyszła pora na mój ruch? Najwyżej się nie zgodzi. Poszukałam wizytówki, którą kiedyś zostawił mi Felix i napisałam do Torresa.
„Mam nadzieję, że już wstałeś. Zapraszam na świeżo parzoną kawę, będzie mi miło, jeśli mi potowarzyszysz. Lena.”
Nie za bardzo się śpieszył z odpowiedzią, przez co ja zaczęłam się denerwować, że chyba jednak przesadziłam i jest trochę za wcześnie albo w ogóle nie na miejscu. On mnie zapraszał w ramach podziękowania lub pracy, a ja tak wyskoczyłam… co za kretynka. Zeskoczyłam z blatu i zaczęłam przeszukiwać szafki w nadziei, że znajdę w nich jakieś ciastka. Gdy telefon mi zawibrzył poczułam ścisk w żołądku i przy okazji ból głowy, ponieważ rąbnęłam się nieźle o drzwiczki. Chwilę się wahałam, ale w końcu otworzyłam skrzynkę odbiorczą.
„Oh co to za zaszczyt mnie kopnął. Hehe Spakuję torbę na trening i będę za kwadrans. Nie pij beze mnie!”
Pewnie, że poczekam z tym piciem. Baaa nawet jak już bym łyknęła to sądzę, że skłonna bym była wypluć to z powrotem… hahah nie no żarcik taki sytuacyjny… chociaż może?
Matko co to te piłkarze robią z babami.
- W samą porę. Rozgość się.
- Dzięki za zaproszenie. Fajnie tak.
- Co fajnie?
- Myślałem, że nie będziesz chciała się ze mną widywać poza powiedzmy pracą.
- Co powiedzmy?! To ciężka harówka jest!
- Hehehe nie to miałem na myśli.
- Dlaczego miałabym nie chcieć? Chyba sam nie wiesz co mówisz.
- Niestety wiem. Jesteś świetną dziewczyną… serio, polubiłem Cię już tego 1 dnia na koszu. Tyle, że ja nie mam normalnego życia, a zadając się ze mną to i Ty po nie długim czasie nie będziesz go mieć.
- Słodzisz?
- Co?
- Kawę czy słodzisz?
- Tak… jedną łyżeczkę. Lena…
- Nie martw się o mnie. Dam sobie radę, a poza tym mieszkamy za blisko siebie i nie będę udawać, że Cię nie znam albo chować się po piwnicach, jasne?
- Ciężko mi o przyjaciół.
- Rozumiem Torres. Cenię to, że mi zaufałeś i mam nadzieję, że Cię nie zawiodę.
W takich sytuacjach zazwyczaj ludzie się przytulają czy coś, ale ja tylko uśmiechnęłam się z zakłopotaniem i czekałam aż On coś powie.
Jednakże zrobiła się nieprzyjemna cisza. Patrzyliśmy się tak chwilę na siebie, a potem było mi coraz głupiej, więc zajęłam się swoją kawą. Po paru minutach, zaledwie 2 czy 3, które trwały wieczność Nando wstał z krzesła i objął mnie jedną ręką.
- Wypada nam się już przytulać? Znamy się tak krótko. Hehehe
- No wiesz, niektórzy w ogóle mnie nie znają, a mnie całują.
- Dzięki w każdym bądź razie. Czasami nie wiem czy coś wypada zrobić albo powiedzieć. Choć częściej robie i mówię coś czego się potem wstydzę.
- Np. wtedy gdy ktoś zaprasza Cię na kolację, a Ty wybrzydzasz?
- Dokładnie hehehe
- Nie martw się. Ja też nie raz coś spalę. Tak jak z tym winem… matko musiałaś się poczuć jak pierwsza lepsza laska, szczególnie, że dzień wcześniej
- Piłeś z inną? A właśnie, nie spotykacie się już?
- Powiedzmy, że zgubiłem jej numer.
- Więc to prawda…
- Huh?
- Że jesteście dziwkarzami.
- Jak Ty to mówisz brzmi to 2x gorzej.
- Ale w sumie, jak można to tylko idiota by nie skorzystał. Kobiety się do Was garną jak ćmy do światła.
- To prawda, ale każdy facet chce motyla.
Dawno tak dobrze nie gadało mi się z żadnym facetem. Co chwilę doszukiwałam się w nim jakiejś wady, ale za nic nie mogłam jej znaleźć. Tylko teraz nic nie zepsuć, a będę miała najlepszego sąsiada, genialnego piłkarza i niesamowitego młodego mężczyznę za przyjaciela.
W tłumie doszukałam się Vicky. Przepychała się z kubkiem kawy w ręku, który trzymała tuż przy sobie, jak widać niektórzy uczą się na błędach. Wielka torba przewieszona przez ramię nieco utrudniała jej ruchy, a włosy w lekkim nieładzie z pewnością zasłaniały widoczność. Wyglądała na nieporadną, ale gubiło to każdego kto tak pomyślał. To dzięki niej nauczyłam się walczyć o swoje do ostatniego tchu, a przede wszystkim pokazała mi jak cieszyć się każdym dniem. Gdy mnie w końcu dojrzała uśmiechnęła się promieniście i podbiegła do mnie.
- Ej ej uważaj z tą kawą.
- Dajże spokój!
Uścisnęłyśmy się jakbyś nie widziały się z rok czasu, a nie te 2 miesiące.
- Daj pomogę Ci. A Ty opowiadaj.
- Najpierw gdzieś usiądźmy, spokojnie napijemy się kawy, a potem gdzieś się ulokuję.
- To nie chcesz zamieszkać ze mną w pokoju?
- A mogę?
- Ty się jeszcze głupio pytasz. Ja prawie cały czas jestem sama w domu. A z resztą Alice i Felix się zgodzili.
- W takim razie do Twojego nowego królestwa!
Przez całą drogę powrotną Vicky gadała jak najęta. Nie było w tym nic dziwnego poza jednym, zazwyczaj to gadałyśmy jedna przez drugą. Oczywiście nie umknęło to mojej towarzyszce.
- Lena, co jest?
- A co ma być?
- Jesteś jak nie Ty, znaczy się milczysz.
- Słucham Ciebie.
- Dobra, kiedy powiesz mi o tym chłopaku!? Przepraszam, że tak na Ciebie najechałam, ale to dlatego, że się martwię. Nie chce żeby kolejny frajer Cię skrzywdził.
- Nie przesadzaj, nie było ich aż tylu. A poza tym On… z nim to jest inaczej.
- Ale poznam go?
- Pewnie tak, tzn. nie wiem. Właściwie to w piątek lecę z nim do Hiszpanii.
- Co?! Oszalałaś?! Ile Ty go znasz?!
- Spokojnie.
- Ja mam być spokojna?! Lecisz z jakimś obcym facetem do Hiszpanii! Pomijam fakt, że ze mną to nie łaska było.
- Dobra. Mamy 3 dni żebyś zdążyła go poznać i stwierdzisz czy mogę się z nim zadawać. Zgoda?
- Jestem śmiertelnie obrażona, a co do gościa to pewnie, nie ma mowy, że Cię tak o tam puszczę.
Wiedziałam, że nie będzie łatwo. Szczerze? W ogóle się nie dziwię i pewnie zareagowałabym podobnie. Ale wiem, że jak Victoria pozna Fernando to zmieni zdanie. I nie tylko dlatego, że to TEN Fernando.
- A wiesz co… jest jedna rzecz, która mam nadzieję troszkę Cie przekona.
- Nie dostanę kolejnego zawału?
- Raczej nie. Heheh. To Hiszpan.
- Żeś mnie uspokoiła, przecież to babiarze.
- Nie bądź tak negatywnie nastawiona.
- Ile ma lat?
- Erm… 26.
- Robi się ciekawie widzę. On sobie zdaję sprawę, że w świetle prawa angielskiego On popełnia duży grzech?
- Zapomniałam, że w kwestii ostatniego zdania zawsze byłaś lepsza ode mnie…