
- Haha Pepe przestań. Policzki mnie już bolą ze śmiechu.
Niewątpliwie z sekundy na sekundy byłam pod coraz większym urokiem drugiego bramkarza Hiszpanii. Ciekawe historie dotyczące reprezentacji były niezwykle interesujące i zabawne. Nagle, wcześniej przepchawszy się przez idących z przodu Cesc’a i Gerarda stanął przed nami lekko zaniepokojony Ramos kierując do mnie podejrzanie brzmiące słowa.
- Torres chyba ma kłopoty.
- Jakie znowu kłopoty ma blondas?
Pepe wyręczył mnie w zadaniu tego oczywistego pytania. Sergio nie marnował jednak czasu na odpowiedzi tylko wziął mnie za rękę i pociągnął za sobą.
- Ej pali się czy co…
I tym razem nie raczył się odezwać. Może faktycznie stało się coś poważnego. Gdy weszliśmy do hotelu, Ramos nie zwalniając ani nie obracając się za siebie poprowadził mnie do holu, gdzie czekał na mnie Torres w towarzystwie jakże mi dobrze znanych 2 osobników.
- A Wy co tu robicie?
- Przyjechaliśmy na mecz.
Felix uśmiechnął się głupio, a Vicky tylko zmroziła go swoim spojrzeniem, po czym zwróciła się do mnie jak gdyby nigdy nic.
- Nie cieszysz się?
- Chodźmy do pokoju. A Ty Felix lepiej nie pokazuj mi się na oczy przez najbliższe parę godzin.
- Torres przyjdź do Nas za kwadrans.
Ten tylko kiwnął głową. Boże ile bym dała żeby mieć choć w połowie taki posłuch u facetów jak Vicky.
- Eeee Fernando co to za laska?
- Przyjaciółka Lena.
- Yhym. Wyglądała na taką co za bardzo za Tobą nie przepada.
- To tylko tak źle wygląda…
- A ten przy barze?
- Felix, Lena u niego mieszka.
- Jej
- Przyjaciel rodziny, ma żonę i dziecko.
- Aha. To może mu potowarzyszymy?
- Zajmij go, ja idę na przesłuchanie.
- Jak coś to uciekaj i krzycz. Hehehe
- Dzięki za wskazówkę.
- Vicky oszalałaś?!
- Nie rozumiem o co Ci chodzi. Przyjechałam uratować Cię z łapsk Torres’a.
- A czy ja powiedziałam, że chce być ratowana?
- Zaraz zaraz. Ja chyba czegoś tutaj nie rozumiem.
- Wszystko jest w porządku, a piegus rączki ma przy sobie. Nawet spał w innym pokoju.
- Ma szczęście.
- Jak mogłaś ściągnąć tu Felixa?!
- Uparł się. Chyba się na serio martwi. W końcu jesteś pod jego opieką.
- Cieszę się, że przyjechałaś… ale następnym razem bez scen.
- Następnym razem wspólnie zaplanujemy wyjazd.
- Heh pewnie.
- No no Ramos niezła dupa na żywo. ;D
- Nie da się ukryć.
- Oh… czyżbym zauważyła rumieniec?
- Wredota.
- Co, pewnie się posikałaś jak Cię prowadził za rękę He?
- Bardzo śmieszne. Chociaż nie powiem, było miło.
Puk. Puk.
- To pewnie Torres, słucha się Ciebie jak dzieciak.
- Widocznie ma coś na sumieniu…
- Nie przeszkadzam?
- Czekałyśmy na Ciebie, wyjaśniłyśmy sobie to i owo z Leną.
- To dobrze. Zostajecie prawda?
- Jasne. Vicky i Felix będą też na meczu.
- Załatwiłbym dobre miejsca…
- Obędzie się. Nie wiem jak Wy, ale ja bym się czegoś napiła. Idziesz Lena?
- Pewnie.
Gdy mijałam el Nino, ten złapał mnie za rękę w przegubie.
- Poczekaj.
Vicky spojrzała na mnie pytająco.
- Zaraz przyjdę.
- Jak chcesz.
Gdy tylko drzwi się zamknęły Torres odetchnął z ulgą.
- Myślałem, że będzie gorzej.
- Niby dlaczego? Była lekko zaniepokojona, ale wyjaśniłam jej, że między Nami nic nie zaszło ani nie zajdzie, więc wszystko wróciło do normy.
- Skoro tak…
- Coś ominęłam?
- Nie… tylko
- Przestań. Przestań mi mieszać.
- Chce mieć tylko pewność, że między Nami
- Brat – siostra, pamiętasz?
- Wydawało mi się
- Źle Ci się wydawało. Idziesz do baru?
- Podziękuje.
- W takim razie do jutra. Bo jakbyś zapomniał śpimy w osobnych pokojach.
Gdy Victoria po raz enty nacisnęła guzik od windy usłyszała głos tuż za sobą.
- Chyba się zacięła. Radziłbym pójść schodami.
Nawet się nie odwracając ponownie nacisnęła guzik. Tajemniczy mężczyzna myśląc, że dziewczyna go nie zrozumiała spróbował raz jeszcze, ale tym razem po angielsku, gdy tylko zaczął szatynka mu przerwała.
- Znam hiszpański.
- Więc czemu
Lecz i tym razem nie było dane mu skończyć, bo drzwi od windy nagle się rozsunęły. Nieznajoma pewnie weszła do środka, a następnie zgrabnie odwróciła się przodem do niego poprawiając jednocześnie swojego długie czarne włosy. Nie pytając nawet czy wsiądzie przyśpieszyła guzikiem zamknięcie się windy i zaszczyciła go jednym przenikliwym spojrzeniem.
Dla niego był to niemalże ideał kobiety…
W restauracji przy jednym ze stolików, na krwiście czerwonych fotelach siedział Felix… i to razem z Ramos’em. Kłopoty? I gdzie do cholery podziewa się Vicky?! Oj trzeba będzie jak najszybciej interweniować. Poprawiłam sukienkę i ruszyłam w ich stronę.
- Wynajęliście sobie jakieś pokoje?
- Ja tak, a Vicky ponoć ma spać z Tobą. A właśnie gdzie Ona jest?
- Wyszła przede mną, więc mogłabym Cię spytać o to samo.
Ramos przyglądał mi się cały czas, a gdy nerwowo zaczesałam włosy za ucho ten uśmiechnął się delikatnie i zjechał mnie z góry na dół. Bardzo powoli i bardzo dokładnie, jakby chłonął każdy centymetr mojego ciała starając się go zapamiętać. Felixowi oczywiście to nie umknęło i tylko uśmiechnął się do mnie szyderczo, a sekundę później odstawił swojego drinka.
- To ja jej poszukam, miło było poznać.
- Mnie również.
- Aha tylko odstaw ją do pokoju. Oczywiście nie do swojego.
Sergio skomentował to jedynie uśmieszkiem, a ja miną coś a la „Znikaj jeśli nie chcesz zginąć marnie”. Zajęłam jego miejsce, sadowiąc się na przeciwko Ramosa. Gdy zakładałam nogę na nogę nie chcący zahaczyłam butem o jego łydkę na tyle niefortunnie i mocno, że moja czarna szpilka spadła na ziemię. Już chciałam się po nią schylić, gdy Sergio złapał mnie za dłoń.
- Pozwól, że Ci pomogę.
Oczywiście nie byłam w stanie wydusić z siebie ani słowa, ale On wcale nie czekał na pozwolenie. Podniósł i delikatnie nałożył mi buta, drugą ręką trzymał mnie za łydkę, a gdy wszystko było na swoim miejscu, powoli przesunął swoją dłoń kończąc na kolanie.
Zamurowało mnie ponownie. Wyprostował się, ale rękę już pozostawił na mojej nodze. Nie wiedziałam czy mnie sprawdza czy też wie już, że nie jestem z Torresem i korzysta z okazji.
- Miły ten Felix.
- Potrafi być uroczy… Czy Ty się przypadkiem nie zapomniałeś?
W życiu bym nie pomyślała, że wyksztuszę takie słowa do TAKIEGO faceta czytaj ideału, ale gdy jego rączka zaczęła błądzić już za kolano uznałam, że to trochę za wiele jak na nowo poznanego faceta. Dobra może trochę przesadzam, ale gdyby jednak nie wiedział, że nie jestem z Torres’em… wolę sobie nawet nie wyobrażać jaką bym miała tutaj opinię.
- Ja?
- A to ja się macam po udzie?
- Używasz na to nieodpowiednich słów.
- Doprawdy?
- Ja się tylko delektuje.
Już miałam mu coś powiedzieć, ale uciszył mnie przykładając palec do swoich ust.
- Spokojnie. Nie denerwuj się. Przecież nie robimy nic złego.
- Po prostu się dziwie… wiesz taki wysoki blondyn z piegami, słyszałam, że to Twój przyjaciel.
- Wszystko się zgadza. A ja słyszałem, że to Twój kolega. Tylko kolega.
- Jeśli nawet to co?
- Postawić Ci drinka?
- A co? Chcesz mnie zmiękczyć?
- Nie wydaje mi się żebym musiał.
Ta jego pewność siebie była tak irytująca, ale jednocześnie działała na mnie jak magnez. Kogo ja będę oszukiwać. Nie musiałby wlewać we mnie nawet kropelki. Atmosfera nieco się zagęściła a mi zrobiło się za gorąco.
- Wiesz co, ja się przejdę. Poszukam Vicky…
- Nie odpowiada Ci moje towarzystwo?
- Nie mogę zaniedbywać przyjaciółki.
Wstałam z fotela, a On zrobił to samo, przytrzymując mnie przy sobie.
- Daj się odprowadzić.
- Felix Ci coś nagadał?!
- Słucham? Niby co?
- Nic już. Jest miło i nie psujmy tego, ok.?
- Fajna z Ciebie dziewczyna. Torres ma szczęście.
- Dziękuje.
- Ale na jego miejscu już bym się wziął do roboty.
- Tak? A konkretnie?
Wtedy przysunął mnie do siebie jeszcze bardziej, tak, że całym ciałem przylegałam do jego czując przy tym każdy mięsień, a potem nachylił się i szepnął mi do ucha, lekko muskając je wargami.
- Konkretnie, to bym Ci pokazał, ale nie tutaj.
Poczułam ciarki na swoim ciele, On także je zauważył i nie omieszkał tego skomentować.
- To chyba nie z zimna? A jeśli nawet, to coś na to poradzimy.
Torres wyszedł z pod prysznica i od razu sięgnął po telefon, który mu zawibrował na umywalce.
Od Pique: Ramos to Ci chyba rwie Twoją laskę przy barze. ;);P Piszę tak na wypadek gdybyś nie wiedział. ;)
Długo nie czekając napisał krótka, ale za to jakże konkretną wiadomość do przyjaciela…